Hashimoto – poznajmy się

Nieco ponad 3 miesiące temu zdiagnozowano u mnie chorobę autoimmunologiczną jaką jest Hashimoto. Nie byłam specjalnie zaskoczona. To pojęcie przewinęło się kiedyś u mnie w domu, jednak nie wiedziałam co to właściwie oznacza.

Diagnoza

W maju udałam się do lekarza pierwszego kontaktu, przechodziłam akurat infekcję wirusową. Miałam poczucie duszności, jakby coś mi zalegało w płucach. Lekarka przebadała mnie i stwierdziła, że nic w płucach nie zalega i prawdopodobnie jest to koniec infekcji. Zaniepokoiły ją jednak moje powiększone węzły chłonne. Dostałam skierowanie na badania – TSH, fT3, fT4 w ramach NFZ oraz zalecenie wykonania prywatnie oznaczenia witaminy 25-OH D3 oraz przeciwciał antyTPO. Badania wykonałam jeszcze tego samego dnia. Wyniki? W normie.

Wyniki badań tarczycy

Na podstawie badań zleconych przez NFZ można by stwierdzić, że nie ma do czynienia z żadnymi nieprawidłowościami. Z racji na kiepskie samopoczucie i skłonność do infekcji zdecydowałam się wykonać pozostałe zalecone badania. A oto moje wyniki (antyTPO oraz witamina D3):

AntyTPO i witamina D3

AntyTPO

 

Po skonsultowaniu wyników badań dostałam skierowanie na USG tarczycy, które miałam wykonane na miejscu w przychodni. Potwierdziło ono diagnozę. Dostałam zalecenie udania się do endokrynologa. Zgłosiłam się do niego w połowie maja. Wyszłam z zaleceniem suplementacji, wskazaniem wykonania dodatkowych badań i kontroli za 3 do 6 miesięcy.

Co mogło wskazywać na moje problemy z tarczycą?

Pierwsze co mogę wymienić, to podłoże genetyczne, które można hipotetycznie założyć ze względu na występowanie chorób autoimmunologicznych w mojej rodzinie – mogłam się tego spodziewać.

Przybranie na wadze pod wpływem stresu. Co prawda z reguły bardziej zwracam uwagę na to co jest w lustrze, jednak muszę przyznać, że dużo się stresowałam podczas studiów (zarówno z błahych, jak i bardzo poważnych powodów) i przez ten okres sporo przytyłam. Nie wykluczam, że wpływ na to miały złe nawyki żywieniowe, jednak chciałam podkreślić, jaki skutek wywołał u mnie stres.

Skłonność do anemii. Miałam ją z przerwami od gimnazjum, albo nawet dłużej. Ale miałam też lepsze momenty, gdy hemoglobinę miałam na poziomie pozwalającym na honorowe oddawanie krwi.

Skłonność do infekcji. Trudno mi przypomnieć sobie czas, w którym nie byłam bardzo wrażliwa na zmiany pogody, i nie łapałam pierwszego lepszego wirusa.

Co dalej?

Zgłębiam ten temat, bardzo intensywnie. Na bieżąco kontroluje swoje wyniki i szukam sposobu na poprawienie samopoczucia. Wiem, że dam radę. Jestem młoda i silna. Choć obecnie trochę słaba fizycznie, będę starać się znaleźć właściwą dla siebie drogę – i oby się obyło bez leków. Ale o planach swoich działań chciałabym napisać więcej w oddzielnym wpisie.

Na koniec chciałabym Was prosić, abyście dbali o siebie. Nie ignorujcie objawów, szukajcie ich przyczyny – pamiętajcie, że jest masa badań w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, która Wam przysługuje.