Denko – maj, czerwiec 2017

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on RedditEmail this to someone

W ostatnie 2 miesiące udało mi się zużyć kolejne kosmetyki. Czy jest ich dużo, zostawiam to Waszej ocenie :) Teraz chciałabym się z Wami podzielić swoimi odczuciami na temat produktów, które udało mi się skończyć – za czym będę tęsknić, a co zużyłam z ulgą?

Dermedic, BIOselect, Vianek

Etude House, Inisfree

Bourjois, Missha

BIOselect peeling do twarzy – świetny peeling do twarzy, doskonale złuszcza martwy naskórek i oczyszcza cerę. Pachnie intensywnie, oliwkowo, co nie do końca mi odpowiadało, jednak ze względu na działanie byłam w stanie to przetrzymać ;).

Dermedic Laboratorium płyn micelarny do skóry mieszanej i tłustej – delikatny i skuteczny płyn micelarny.

Vianek wzmacniający krem do twarzy na dzień – świetny krem na dzień, jednocześnie nawilżał skórę i nie pozostawiał po sobie tłustej warstwy (czyli to, co lubię najbardziej). Znajdował się w praktycznym opakowaniu z pompką, starczył na długo. Myślę, że jeszcze kiedyś się na niego skuszę.

Innisfree maseczki truskawkowe – maseczki o przyjemnym zapachu, który kojarzył mi się z lodami truskawkowymi. Pozostawiały po sobie przyjemne uczucie nawilżenia, jednak bez efektu wow.

Etude House maseczka róża damasceńska – maseczka o zapachu róży, która pozostawiła po sobie skórę gładką i przyjemną w dotyku. Niestety płachta jest dość mała i źle leżała na mojej twarzy (nie jest chyba dostosowana do rynku europejskiego ;) ).

Bourjois 123 Perfect podkład do twarzy – jest do podkład, który przez większość jego użytkowania bardzo lubiłam, gdyż zakrywał drobne niedoskonałości i utrzymywał się praktycznie przez cały dzień. To co w nim szczególnie lubiłam to wykończenie, które na mojej cerze nie wymagało dodatkowego użycia pudru przy aplikowaniu makijażu (mam cerę mieszaną).

Misha Signature Complexion Coordinating BB (SPF 43/PA+++) – krem BB wylicytowałam podczas SŚB. Z początku byłam nieco zasmucona, że krem odcina się od mojej szyi i nie do końca dobrze wygląda na mojej twarzy. W końcu jednak zaczęłam go aplikować za pomocą gąbeczki do makijażu (KillyS) i zobaczyłam ogromną różnicę. Krem dużo lepiej wpasowuje się w skóre i trzyma cały dzień. Jest to mój pierwszy azjatycki krem BB, i uważam, że są niestety dużo lepsze od tych drogeryjnych.

kosmetyki do włosów

Szampon Agafii przeciw wypadaniu włosów na zmrożonej wodzie – szampon o ziołowym specyficznym działaniu, dość dobrze mył. Nie mam problemu z wypadaniem włosów, lecz zdecydowałam się na niego ze względu na skład. Dużą zaletą tego szamponu, jest jego dość gęsta konsystencja, co nie zawsze towarzyszy kosmetykom naturalnym. Kosmetyk wart wypróbowania – dla mnie to jednak jeszcze nie „ten”.

Tradycyjny balsam syberyjski Nr 2 (regeneracyjny) – bardzo wydajny balsam, który stosowałam jako odżywkę po myciu włosów. Bardzo dobrze się sprawdzał i nie obciążał włosów. Pachniał ziołowo, jednak nie utrzymywał się na włosach.

Organic Life Balsam myjący do włosów łupież suchy – szampon o bardzo delikatnym składzie, ale i działaniu. Dobrze się sprawdzał do codziennej pielęgnacji, jednak czasem czułam przy nim potrzebę silniejszego oczyszczenia, więc doadwałam do niego glinkę. Konsystencje miał typową dla wielu produktów naturalnych, czyli dość rzadką, choć nie wodnistą.

Dove Oxygen Moisture maska do włosów – bardzo fajna, ale i niewydajna maska. Moje włosy się po niej bardzo łatwo rozczesywały, jednak opakowanie starczyło mi ledwo na kilka użyć (choć na jego obronę może być to, że mam włosy prawie do połowy pleców).

Ziaja, Balea i Organic Shop

Apple & Bears Grapefruit & Seaweed, Eveline biooliwkowy luksusowy krem do ciała

Ziaja suchy olejek krystaliczny twarz ciało włosy – olejek o pięknym ciasteczkowym zapachu, idealny na okres zimowy (choć ja wykończyłam go dopiero na początku lata). Uważam, że olejek nie nadaje się do włosów (obciąża je), jednak bardzo przyjemnie pachnie i natłuszcza ciało.

Balea Regenbogen Dusche żel pod prysznic (edycja limitowana) –  żel otrzymałam od Moniki, która specjalnie jeździła po DM-ach, aby je dla nas zdobyć (dziękuje!) :) Żel miał bardzo słodki ciasteczkowo-cukierkowy zapach i przeurocze opakowanie. Nie wysuszał mojej skóry i bardzo przyjemnie się go stosowało.

Organic Shop czekoladowy peeling do ciała – jest to mój drugi peeling do ciała tej marki, niestety ten zapach w ogóle nie przypomina czekolady, a zapach kosmetyku kojarzy mi się wyłącznie z żelkami anyżowymi. Formuła podobna jak w przypadku peelingu kawowego, bardzo zbita i przyjemna w aplikacji. Na ten wariant się już na pewno nie skuszę, choć inne wciąż mnie ciekawią.

Apple & Bears Grapefruit & Seaweed mini żel pod prysznic – kosmetyk o świetnym składzie, świeżym zapachu i przyjemnym działaniu, niestety z jakością idzie tutaj w parze bardzo wysoka cena.

Eveline biooliwkowy luksuowy krem silnie regenerujący – kiedyś bardzo lubiłam te kremy, tym razem krem budził we mnie mieszane uczucia, ze względu na tłustą konsystencje i niewielkie nawilżenie. Myślę, że mógłby się sprawdzić u osób z bardzo suchą skórą (choć parafina budzi sprzeczne odczucia).

Płyn do płukania ust Sylveco i spray rozjaśniający John Frieda

Gilette Venus Snap maszynka do golenia

Sylveco ziołowy płyn do płukania jamy ustnej – płyn do którego wracam od czasu do czasu. Ma bardzo dobry skład, delikatny smak. Opisywałam go tutaj.

John Frieda spray rozjaśniający – spray, który kiedyś świetnie sprawdzał mi się do delikatnego rozjaśniania odrostu, stosuję obecnie na całą długość, choć robię to zdecydowanie zbyt nieregularnie. Zastanawiam się nad zrobieniem testu przed i po kilku miesiącach stosowania, co Wy na to?

Gilette Venus Snap maszynka do golenia – mała, ale bardzo poręczna maszynka, która dobrze dopasowywała się do skóry pod różnymi kątami. Maszynka była zdatna zdecydowania dłużej niż klasyczne maszynki do golenia. Idealny produkt do zabrania w podróż.

To już wszystko :) Czy coś miałyście? A może coś Was zainteresowało? Napiszcie koniecznie w komentarzu! :)