Denko – kwiecień 2017

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on RedditEmail this to someone

Kwiecień minął mi niezwykle szybko, był on niezłą próbą dla mojej odporności. Nadszedł czas na podsumowanie zużyć ostatniego miesiąca. Jest tu kilka przeciętniaków, ale i kilka perełek godnych uwagi.

Vis Plantis, URIAGE i AA

Żel micelarny 3 w 1 Vis Plantis – jest to pierwszy produkt micelarny w formie żelu, który miałam okazję testować. Formuła była bardzo ciekawa, dawał mi uczucie orzeźwienia, jednak swoją funkcję jako kosmetyk do demakijażu spełniał dość słabo i szczypał mnie w oczy. Używałam go więc do zmywania resztek makijażu, już po umyciu twarzy żelem i zmyciu oczu innym produktem.

Woda termalna URIAGE – tu też debiut w mojej kosmetyczce, czyli moja pierwsza (ale na pewno nie ostatnia) woda termalna. Stosowałam ją zarówno zamiast toniku, do spryskania glinek, jak i do odświeżenia twarzy w ciągu dnia. Uwielbiałam jej delikatną orzeźwiającą mgiełkę i fakt, że nie trzeba było jej osuszać (co jest konieczne w przypadku niektórych wód termalnych). Starczyła mi na bardzo długo i jestem przekonana, że jeszcze do niej wrócę.

Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu AA – płyn dość delikatny, zarówno w formule, jak i w działaniu. Nie podrażniał skóry, zmywał większość makijażu, ale był dla mnie dość przeciętny.

Selfie Project i BeOrganic

3 w 1 żel myjący peeling maseczka Selfie Project – kosmetyk opisywałam tutajByłam bardzo zadowolona z tego produktu i z chęcią zużyłam go do samego końca. Przyjemnie pachniał i spełniał swoje zadanie. Najbardziej lubiłam stosować go jako maseczkę.

Mleczko do demakijażu beorganic – mleczko, które wzbudzało u mnie sprzeczne emocje. Z jednej strony było to najlepsze mleczko do demakijażu w mojej kosmetyczce (generalnie nie odpowiada mi tego typu formuła kosmetyku), dobrze radziło sobie z demakijażem oczu, nie podrażniając ich jak to bywa w przypadku innych mleczek. Z drugiej strony wciąż jednak wolę używać płynów micelarnych, bądź kosmetyków dwufazowych.

Kosmetyki do twarzy i ust

Lekki krem do skóry tłustej i mieszanej Make Me BIO – kosmetyk o lekkiej formule i pięknym zapachu grejfruta, który mi jednak do końca nie odpowiadał. Po jego użyciu miałam wrażenie, że moja skóra się szybko zaczęła przetłuszczać. Słoiczek w którym był zapakowany miał bardzo estetyczny desgin, jednak nie jest to zbyt higieniczne rozwiązanie.

Krem z aloe vera i granatem do skóry normalnej i mieszanej eubiona – bardzo dobry krem nawilżający. Sprawdzał się w mojej pielęgnacji zarówno rano pod makijaż, jak i wieczorem. Myślę, że może się spodobać posiadaczkom skóry suchej.

Maseczka w płachie Drzewo Herbaciane The Seam – maseczka o której działaniu dużo nie powiem, ponieważ nie zauważyłam większych efektów na skórze. Cera była odświeżona, nawilżona, jednak brakowało mi czegoś co sprawiło, że mogłabym ją polecić.

Balsamik do ust Tisane – balsamik do ust dla dzieci, który dostałyśmy kiedyś na spotkaniu w Opolu. Kosmetyk o dobrym składzie i dobrym działaniu. Niestety ze względu na formę nie nadaje się do noszenia w torebce, a raczej do stosowania w domu.

Kosmetyki pod prysznic

Nawilżający olejek pod prysznic Dove – olejek o nieco orientalnym zapachu (kojarzy mi się z olejem arganowym i różą). Bardzo delikatnie się pienił, przyjemnie rozprowadzał się na skórze, pozostawiając po sobie wspomniany zapach. Lekko nawilżał skórę nie zostawiając jednak po sobie tłustej warstwy.

Żel pod prysznic Armoatyczna Wanilia Yves Rocher – piękny, choć zimowy zapach wanilii z domieszką przypraw. Zapach jednak nie był typowo korzenny, a dominującą nutą była wspomniana wanilia. Przyjemny kosmetyk do codziennej pielęgnacji, podobnie jak inne żele tej marki.

SheFoot i Liv Delano

Krem przeciw zrogowaceniom SheFoot – nie mam większych problemów ze stopami, dlatego tego typu kosmetyki stosuje dość nieregularnie. Krem dobrze nawilżał i przy częstszych użyciach pewnie by również zmiękczył stopy. Jego konsystencja była dość lekka, nie zostawiał mocno tłustej warstwy jak to bywa przy tego typu kremach.

Krem do rąk Liv Delano – krem o bardzo intensywnym i nieco sztucznym zapachu, kojarzył mi się nieco ze słodką gumą do rzucia. Mimo dobrego składu jego działanie było dość przeciętne, tzn. gdy go stosowałam dłonie były nawilżone, jednak efekt nie był długotrwały.

Yves Rocher i Elfa Pharm

Nawilżający szampon do włosów Yves Rocher – mam skórę głowy skłonną do przesuszeń, dlatego zdecydowałam się na nawilżającą wersję szamponu. Mimo wielu pochlebnych opinii , moja skóra głowy reagowała na niego lekkim przesuszeniem.

Maska do włosów suchych i zniszczonych elfa Pharm – bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem. Stosunkowo mało czasu poświęcam na pielęgnację włosów, dlatego staram się uważnie dobierać produkty. Maska przyjemnie pachniała i dość dobrze nawilżała moje włosy nie przeciążając ich przy tym.

 

To już wszystko z tego miesiąca. Znacie te produkty? A może coś Was szczególnie zainteresowało i chcecie poczytać o tym więcej?

  • Myślałam o tym kremie z Make me Bio, ale po Twojej opinii raczej zrezygnuję, wydaje mi się, że też będzie mi przyspieszał przetłuszczanie :(

    • Niestety tak może być :( a myślałaś może o wersji nawilżającej z filtrem? Marta sobie go bardzo chwaliła, i u niej ponoć takiego odczucia nie było :)

      • A o tym akurat nie myślałam :) Planowałam sobie na noc sprawić Garden Roses i ten Featherlight na dzień, ale w takim razie pomyślę o tej wersji z filtrem :)

  • anitk4

    ja ten żel micelarny jeszcze męczę bo używam go podobnie do Ciebie ale tylko wtedy kiedy sobie o nim przypomnę :P